Album fotograficzny: Sudety
AUTOSTOP 1975 — dziennik podróży Sławka i Waldka (Polska)

W pierwszą wielką podróż wybrałem się z moim dobrym kumplem Sławkiem mając lat 17. Już nie pamiętam, który z nas wpadł na pomysł napisania tego dziennika, myślę, że to nieważne. Pierwsze zdanie lub jego część napisałem ja sam. Wena twórcza opuściła mnie jednak bardzo szybko i dalej tworzył już Sławek. I to on jest autorem tego dzieła, chociaż pomysły często mieliśmy wspólne.

Wszytko starałem się przepisać bardzo dokładnie, ze szczególnym uwzględnieniem naszych błędów wszelakiej maści. Tekst celowo nie został poprawiony, co bardziej wrażliwych na piękno języka polskiego może przyprawić o zawał. Ale kto wtedy myślał o tym, czego nauczył się w szkole. Były wakacje! Młodość i wolność szumiały w głowach.

 

Waldek

 

 

 

DZIENNIK PODRÓŻY SŁAWKA I WALDKA

 

2.08.75 Sobota

Wymarsz z domu godz. 7.10. Siedzimy na szosie bydgoskiej. Zjawia się dwóch facetów, stają przed nami i wyłapują nam furgon. My czekamy dalej. Zjawia się druga para. Stają również przed nami. Po chwili przychodzą do nas i dalej stoimy razem. Jadwiga zatrzymuje furgon i z Gniezna wyjeżdżamy o 9.10. w Bydgoszczy jesteśmy o 10.30. Jedziemy na Błonie do ciotki Waldka. Tu jemy obiad. Po obiedzie wyruszamy do wujka Sławka. Jest tu przepisowa cherbatka. Potem wracamy po ciuchy do Waldka i z tamtąd o godz. 17.25 wychodzimy na szosę do Osieka. Czekamy do godz. 8.30. Idziemy dalej. Kilkaset metrów dalej jest lasek. Tu rozbijamy się na nocleg. Spotykamy dwóch stopowiczów z Krakowa. Mówią że mają po 2000 km. Rozwalił się pasek od namiotu (urwała się rączka) przyszyta została przez Elę kuzynkę Waldka 2 VIII 1975 r o godz. 17.00. Mamy za sobą 80 km

 

3.08.75 Niedziela

Godz. 1.00 budzi nas milicja „Kontrola dokumentów”. Wstajemy o godz. 6.30. Pakujemy się i stajemy na szosie o 8.15. Nic nie jedzie (bardzo mało) nie zabierają. Godz. 8.45 zabiera nas trabant. Gdy my odjeżdżamy tamci śpią. 9.15 jesteśmy w Wyżysku stąd do Osieka zostało 6 km. Stajemy na przystanku autobusowym. Zauważyłem nyskę i jedną z dziewczyn które jechały do Osieka namówiłem żeby zatrzymała ten samochód udało się. w Osieku spotkaliśmy Edka i Karolinę. Jedliśmy u Pinkowskich spaliśmy w altanie. w kościele byliśmy na 7.00 Mamy za sobą 58 km.

 

4.08.75 Poniedziałek

Wstajemy o 6.30 pakujemy się. Odprowadzamy Mariolę na pociąg na godz. 7.13. Jedziemy po zakupy Jemy śniadanie. Nanosiliśmy wody do prania. Wyruszamy w dalszą drogę o 10.05. Wychodzimy z domu i wsiadamy do nyski. w Wyżysku przesiadamy się do drugiej która jedzie do Lubaszcza. o 10.30 jesteśmy w Lubaszczu 4 km od Nakła. Nie czekamy długo zabiera nas star który w Nakle bierze ładunek i zasówamy do Bydgoszczy. Ładujemy się do tramwaju i wysiadamy na końcówce 1 Maja. Na stacji benzynowej łapiemy żuka. Podżucił nas do Świecia tu na parkingu przed jakąś restauracją łapiemy stara który wysadza nas w Grupie. Ci co jechali z nami od Bydgoszczy wyrywali dalej. Samochód jechał do Tczewa. Na skrzyni jechało nas ponad 20 osób. z Grupy zabiera nas wywrotka dosiada się do nas jakiś chłopak. w Grudziądzu jesteśmy parę minut po 16.00. Tu jemy obiad u cioci Lili. Ze Świecia jechaliśmy razem z Węgrami. Było wesoło. Zrobiliśmy 128 km Kąpiemy się. Woda b. brudna. Śpimy na materacu

 

5.08.75 Wtorek

Wstajemy o godz. 10.15 Robimy zakupy. Jemy śniadanie. Wysyłamy paczkę. Spotykamy Polonię Angielską. Pomagamy im wysłać paczkę. Jemy obiad. Pakujemy się 17.30 idziemy na szosę. Po paru minutach łapiemy Fiata 125p. Wysadza nas w Nowem. Tu czekamy po 1 godzinie mamy skok do Tczewa o 9.30 jesteśmy na miejscu. Zabrał nas star. Na skrzyni jechało nas 9 osób i 1 w szoferce. Część poszła do hotelu (4) reszta na szosę. My oczywiście na szosę. Za Tczewem rozbijamy namiot i śpimy do 6.00. Razem z nami śpi dwuch chłopaków z Łodzi. Nie ma co jeść. Zrobiliśmy 81 km.

 

6.08.75 Środa

Wstajemy o 7.00. Pakujemy się i o 7.45 jemy śniadanie o 7.50 mamy Żuka do Gdańska. o 8.30 jesteśmy w Gdańsku (śródmieście). Tramwajem jedziemy do Jelitkowa a stąd na piechotę na Lumumby. Czekamy do 14.30. Przychodzi ciocia. Przed tem zjedliśmy obiad w barze. Poszliśmy nad morze kąpać się. Jemy kolację i oglądamy film, kąpiemy się i kładziemy się spać. Jeszcze przed tem jest „polowanie na mysz” Zrobiliśmy 38 km.

 

7.VIII 75 Czwartek

Wstaję o godz. 7.40. Mam okropnie spuchniętą gębę. Idę do dentysty. Rwanie zęba. Waldek wstaje koło 9.00. Idzie po tabletki. Je śniadanie. Ja kładę się do łóżka. Gęba boli mnie okropnie. Waldek jedzie na jarmark. Jem na obiad tylko zupę. Wieczorem już normalnie chleb herbatę. Opuchlizna powoli znika. Nie zrobiliśmy ani kilometra. Gęba boli teraz mniej. Mysz złapana

 

8.08.75 Piątek

Wstaję o 10.20. Idę do dentysty na sprawdzenie. Jest wszystko w porządku. Możemy jechać dalej. Dostaję jeszcze receptę na drugie opakowanie tabletek. Opuchlizna spadła w dużym stopniu. Czuję się znacznie lepiej tylko przy jedzeniu mi jeszcze to przeszkadza (opuchlizna). z domu wychodzimy o 15.30. Na szosie stajemy 16.30. Czekamy dwie godziny. Dostajemy się do stara i mamy świetny kurs do Ostródy. Śpimy pod gołym niebem nie chce nam się rozbijać namiotu. Nie ma co jeść. Zrobiliśmy 135 km

 

9.08.75 Sobota

Wstajemy o godz. 3.00 rano. Jest nam cholernie zimno. Znaleźliśmy dwie puszki (butelki plastikowe) i podpaliliśmy. Ogrzaliśmy się trochę. o 5.40 Waldek poszedł po żarcie. Kupił chleb i mleko reszta była. Mieliśmy gorące mleko. Po nas stanęli Niemcy. Zatrzymali ciężarowy wóz. Dwoje pojechało a dwóch zostało. Waldek łapie Francuza na Renaulcie. Mamy kurs do samych Mikołajek. Francuza uczymy polskiego. Meldujemy się na polu namiotowym. Idziemy na obiad i zwiedzamy miasto. Wieczorem kładziemy się wcześnie spać czeka nas wycieczka piesza. Zrobiliśmy 130 km

 

10.08.75 Niedziela

Wstajmy wcześnie idziemy na wycieczkę. Przez lasy. Po drodze się kąpiemy, płyniemy promem. w lesie znajdujemy jeżyny potem znajdujemy drzewa z jabłkami. Bardzo nam brakowało owocu a teraz mamy go pod dostatkiem. Jesteśmy już bardzo zmęczeni i jest już bardzo późno. Łapiemy Trabanta i znów jesteśmy w Mikołajkach jest już całkiem ciemno. Wysyłamy pocztówki i kładziemy się spać przedtem oczywiście jest kolacja. Pieszo zrobiliśmy ok. 25 km Przejechaliśmy 5 km.

 

11.08.75 Poniedziałek

Śpimy długo. Wstajemy późno. Jemy śniadanie i pakujemy się. Wymeldowujemy się i idziemy na szosę. Łapiemy Tarpana. Podrzucił nas do Giżycka. Tu jemy obiad i idziemy na szosę. Długo czekamy i nic. Dopiero później jakiś niemiec podrzuca nas Trabantem do krzyżówki. Wpadliśmy na sposób. Zatrzymaliśmy nowego fiata 125p za dewizy. Poznaniak. Opowiedział nam kawał podrzucił nas do Olecka. Idąc na Białystok szosą wychodzimy za miasto. w jakimś domu dostajemy kolację nie każą nam płacić. Nocujemy u nich za stodołą. Zrobiliśmy 87 km.

 

12.VIII.75. Wtorek

Pada deszcz. Jest zimno. Wstajemy późno. Idziemy na szosę po śniadaniu. Czekamy długo w końcu wozem konnym jedziemy kawałek dalej. Tu nie czekamy długo. Łapiemy furgon. Lecimy do Ełku. Tu robimy zakupy. Idziemy na drogę czekamy długo i nic nie możemy zatrzymać. Idziemy za miasto. Poprzednio zlał nas deszcz a teraz jest trochę słońca wysychamy. Jesteśmy za przejazdem. Łapiemy "Syrenę" pierwszą i dostajemy się do Moniek. Za mońkami rozbijamy obóz. Rozpalamy ognisko, kopiemy ziemniaki. Zwijaliśmy się w deszczu. Teraz namiot schnie. Zrobiliśmy 92 km

 

13.VIII.75. Środa

Wstajemy około 9.00. (W nocy budzimy się bo jest okropnie zimno). Składamy się. Jemy śniadanie i ok. 10.30 wychodzimy na szosę. Około 11.30 łapiemy Stara. Dostajemy się do Białegostoku. z tąd jedziemy na Zambrów. Zagapiliśmy się i facet wywiózł nas na Łomżę. Jechaliśmy Żukiem. w Łomży kupujemy żarcie oraz okazyjnie gruszki po 10 zł. Zabieramy się i idziemy na szosę. Tu jemy „obiad” chleb i konserwy. Czekamy aż coś się zatrzyma. Mogliśmy się zabrać z malarzami na ich wózek, ale oni posówają się zbyt wolno. Przed nami staje troje chyba studentów. Czekamy dość długo. w końcu oni idą dalej na PKS. Nie odeszli od nas nawet na 100 m gdy łapiemy Fiata 125p. Jechały nim 3 babki. Prawdopodobnie matka i dwie córki. Ładnie dusiły 100-120. Wysadziły nas w Zambrowie. Za Zambrowem zatrzymaliśmy się na nocleg. Dziś było już lepiej nie było w nocy tak zimno. Zrobiliśmy 146 km.

 

14.VIII. Czwartek.

13 dzień podróży. Wczoraj 13.VIII. pobiliśmy rekord długości przejazdu przez jeden dzień. 13 nie był dla nas dniem pechowym. Zobaczymy jak będzie dzisiaj. Na szosę wychodzimy o 8.30. Czekamy bardzo długo. Tu jeździ mało samochodów i nie chcą zabierać. Czekamy 5 godz. 40 min. Zabiera nas Fiat 124. Cholerny facet wziął od nas 2 dychy. Nie mogliśmy się wymigać. Nie czekamy długo starą Warszawą dostajemy się do Sterdynia (pijak). Tu jemy obiad. Ze Sterdynia wychodzimy ok. 18.45. Szosa jest pusta a my z nudów chodzimy po drzewach. w końcu idziemy na nocleg do gospodarza. Dostajemy mleka również za darmo. Śpimy na słomie w stodole. Jest ciepło. Zrobiliśmy 50 km. 13 był dla nas pechowy.

 

15.VIII.75. Piątek

Dziś miną dwa tygodnie od czasu kiedy wyjechaliśmy z domu. Wstajemy 6.15. Otrzepujemy się ze słomy pakujemy się i wychodzimy z zagrody o godz. 7.30. Stajemy na szosie 9.08. Wyjeżdżamy autobusem do Sokołowa Podlaskiego. Waldek strasznie ciągnął na ten autobus. Nic nie jechało. w Sokołowie zaopatrujemy się w żarcie. Stajemy na szosie i jemy coś nie coś. Łapiemy nową Warszawę. Podwozi nas do Siedlc. Tu idziemy na szosę Warszawską. Czekamy z godzinę i łapiemy ciężarowy samochód. Lecimy z nim do Warszawy. Tu umawiamy się na dzień następny na kurs do Zielonej Góry. Mieliśmy inne zamiary ale szansy nie można zmarnować. Idziemy na dworzec i zostawiamy ciuchy w przechowalni. Sami idziemy zwiedzać Warszawę. Na godz 19.30 do kina Relax (kino stereofoniczne). Za bilety płacimy po 32 zł. Byliśmy na „Ziemi obiecanej”. Potem zabraliśmy z przechowalni i siedzimy na dworcu. Zrobiliśmy 146 km.

 

16.VIII.75. Sobota

Wychodzimy o 5.00 z dworca o 6.30 jesteśmy przed bazą samochodową. Wsiadamy do naszego ciężarowca i czekamy na wyjazd. Wyjeżdżamy ok. 8.00 Jedziemy po ładunek. Ładunkiem naszym są jabłka. Przy załadunku zarabiamy po 50 zł. Odbiliśmy sobie kino. Nadmuchaliśmy sobie materac położyliśmy na jabłkach i spaliśmy. Obudzili nas inni autostopowicze, którzy akurat wsiadali. Oni jechali do Poznania. w Strzałkowie zjedliśmy obiad. Zapłaciliśmy 50 zł 40 gr. Przysiadł się do nas inny facet on też jechał do Poznania. w Poznaniu zostaliśmy sami ale nie długo. Przysiedli się do nas Węgrzy. Oni jechali do Zielonej Góry a my wysiedliśmy w Sulechowie. Tu czekaliśmy na dalsze kursy. Rozbiliśmy namiot i położyliśmy się spać. Zrobiliśmy 440 km (nowy rekord)

 

17. VIII.75 Niedziela

Śpimy 12 godz. wstajemy o 9.30. Zwijamy namiot i pakujemy się. Na szosie stajemy ok. 10.30. Waldek zatrzymuje „Toyotę” ale mogą zabrać tylko 1 osobę. Ja zatrzymuję „Fiata” facet ma pełno i może zabrać też tylko 1 osobę. Potem łapię drugiego „Fiata” zabierają nas ok. 11.30. Około 11.50 jesteśmy na miejscu. Idziemy na szczecińską szosę. Nie czekamy długo łapiemy Żuka podwozi nas do Międzyrzecza tu spożywamy obiad i z dwoma innymi stopowiczami idziemy na szosę. Ponieważ jest niedziela nic nie łapiemy. Oni zostają z ciuchami a my idziemy na kolację. Nic nie ma więc jemy żeberka z podwójnymi ziemniakami. Jesteśmy jeszcze głodni szukamy jadłodajni, zamknięta. Idziemy na dworzec tu kupujemy 4 kanapki i do picia oranżadę. Gdy przychodzimy z powrotem ich nie ma i naszych ciuchów też. Zauważyliśmy namiot są razem z naszymi ciuchami. Zrobiliśmy zaledwie 43 km. Kładziemy się spać obok nich

 

18.VIII.75. Poniedziałek

Wstajemy ok. 6.15. Idziemy po zakupy jemy śniadanie. Zwijamy się. Idziemy razem z nimi na szosę. Losujemy kto staje pierwszy. Jest stoimy pierwsi. Łapiemy po ok. 30 min „Nyskę”. Leci na Szczecin. Tamci jadą z nami. Droga jest długa więc zaczynamy grać w „kierki”. Rozegraliśmy wszystkie minusy i znudziło się nam. Okazuje się że facet leci do Świnoujścia. Nic nas nie trzyma jedziemy z nim. Przeprawiamy się promem „Uznam” w Świnoujściu wypłacamy pieniądze. Wyznaczamy sobie co na co ma starczyć. Jemy obiad w jakimś barze. Okropnie wysokie ceny. Idziemy nad morze popatrzeć. Wracamy wypisujemy widokówki i po drodze nad morze wysyłamy je. Kąpiemy się w morzu. Spokojna woda. Wracamy komary gryzą okropnie. Jemy kolację na dworze nie można ogonić się od komarów, wchodzimy do namiotu. Wybijamy komary, kończymy kolację i kładziemy się spać. Zrobiliśmy 253 km

 

19.VIII.75 Wtorek

Nie wstajemy wcześnie. Śpimy dłużej. Jemy śniadanie i przygotowujemy się do wymarszu. Nóż spada na materac i jest dziurka, nie duża ale powietrze ucieka. Przeprawiamy się promem na drugi brzeg. Wychodzimy za miasto. Spotykamy jakiegoś przodownika (zapomniałem — jesteśmy na wycieczce pieszej). Razem z tym przodownikiem idziemy zwiedzać okolice. Wracamy samochodem. Zaglądamy na Wesołe Miasteczko i tracimy pieniądze na samochody. Wracamy do namiotu, zabieramy pieniądze i idziemy coś zjeść. Mamy zamiar zrobić drugą wycieczkę lecz nic z tego. Robimy zakupy. Kupujemy pamiątki. Idziemy na Wesołe Miasteczko. Znowu jeździmy samochodzikami i strzelamy z karabinku. Wracamy na pole biwakowe, tu robimy generalne mycie, jemy kolację i kładziemy się spać. Zrobiliśmy 7 km.

 

20.VIII.75. Środa

Wstajemy przed godz. 8.00. Jemy śniadanie i pakujemy się, chcemy wracać do domu. Pakujemy się. Promem przedostajemy się na drugą stronę i tu stajemy na szosie. Spotykamy autostopowicza. Czeka ok. 2 godz. Stajemy za nim. Zabiera go Syrena. Przy nas się nie zatrzymała. Czekamy ok. 10 min. Zabiera nas „Syrena”. Dalej zabieramy jeszcze jednego autostopowicza. Dojeżdżamy do Szczecina tu stajemy znowu na trasie. Czekamy ok. 15 min. Zabiera nas wycieczka inwalidów. Po drodze zabieramy jeszcze jednego studenta. Jest wesoło. Zwiedzamy z nimi kościół, jezioro. Wysadzają nas w Poznaniu. Student jedzie do Białegostoku a my do Gniezna. Stajemy na szosie. Czekamy ok. 30 min zabiera nas taksówka bagażowa. Do domu dostajemy się autobusem. Jest godz. 22.20. Zrobiliśmy 400 km.

 

KWAB — Fotografia i Turystyka
fotografia krajoznawcza i turystyczna