Vysoká hole i Pradziad w Wysokim Jesioniku

DSP
Dokąd Stopy Poprowadzą

Październikowa wycieczka z cyklu Dokąd Stopy Poprowadzą odbyła się w paśmie Wysokiego Jesionika.
Sobota, czyli pierwszy dzień wyprawy, poświęcony był dominantom pasma: najwyższemu Pradziadowi, Vysokiej holi i Petrowym kamenom. Zejść do Karlovej Studanki postanowiliśmy szlakiem bardzo znanym — wzdłuż Bílej Opavy, z kaskadami, skałami i drewnianymi mostkami.
W ramach urozmaicenia „zdobywania Pradziada” postanowiliśmy skorzystać z usług miejscowej komunikacji publicznej i na parking pod Ovčárną wjechać autobusem.
Nawet przy tym ułatwieniu, wycieczka krótka nie była: do pokonania mieliśmy dystans 17 km, ale tylko ok. 350 m podejść.

Do Karlovej Studanki przybyliśmy bez przygód i w komplecie. Wszyscy byliśmy ciekawi, jak to będzie z tym planowanym dojazdem, a Radosław ze spokojem zapewniał, że, ponieważ aura nie sprzyja, w ogóle nie będzie ludzi. Zapewnienia te okazały się bardziej pragnieniami, aniżeli rzeczywistością.
Deszcz i chmury zostały w Polsce, a jeseníckie, kultowe uzdrowisko powitało nas błękitem nieba, słońcem i kolorami złotej jesieni.
Czekaliśmy spokojnie na dolnym parkingu, stanowiącym jednocześnie początek trasy autobusu. I całe szczęście!

Powoli schodziło się coraz więcej chętnych na wjazd pod Pradziada. W końcu przyjechał autobus nr 885 i przed przednimi drzwiami ustawiła się spora kolejka. Po opanowaniu chwilowego chaosu nasza ekipa była w środku. Nie zmienia to faktu, że kiedy nasz biały pojazd ruszał, zastanawialiśmy się, czy starczy mu mocy, by z takim obciążeniem wjechać na wysokość 1300 metrów. Udało się!

Na górnym parkingu wszyscy, z uczuciem ulgi, opuścili środek transportu. Liczenie, małe poprawki stroju i ekwipunku i w górę!

Z naszej prawej strony, w kierunku północno-zachodnim, widniał, niczym dumny władca, Pradziad.

 

Podejście na Petrove kameny i Vysoką holę wiodło przyjemną, górską ścieżką. Przy pierwszej możliwej okazji nastąpiła chwila przerwy na „rozbieranki” (ciepłe kurtki okazały się niewskazane) i oczywiście, panoramkę.

Nie zabrakło tez oczywiście sesji zdjęciowych:)

Nieco później dotarliśmy do miejsca, z którego dobrze było widać wierzchołek w postaci gnejsowej grupy skalnej Petrovych kamenów (1445 m n.p.m.). Do samych skał nie można niestety podejść. Granicę ścieżki wytycza drewniane ogrodzenie, do którego przytwierdzone są tablice informujące o zakazie schodzenia ze szlaku. Grzecznie się do niego stosując, podziwialiśmy je z daleka.

Z miejscem tym związanych jest wiele legend, czy o świętym Piotrze, czy o czarownicach, które miały się tutaj gromadzić podczas sabatów. Najpopularniejszą jest jednak ta, wspominająca o kowalu Piotrze i jego oblubienicy. Para, uciekając przed ojcem dziewczyny podczas potężnej burzy, znalazła w skałach schronienie. Podobno stąd właśnie wywodzi się nazwa góry.
Historia tego pięknego miejsca sięga niestety mroku i bólu, związanych z procesami inkwizycji, wytyczanymi kobietom oskarżonym o czary.  To tutaj bowiem miały przylatywać, gromadzić się i obcować z samym diabłem. By miejsce to uwolnić od złego, przeprowadzano działania związane ze święceniem góry czy postawieniem nań kolumny maryjnej w 1682 r. z rozkazu samego cesarza, oczywiście w porozumieniu z konsystorzem Ołomuńca. Później stanął tam także posąg przedstawiający św. Piotra. Ani kolumna, ani posąg nie przetrwały do dnia dzisiejszego.
Stare wyciągi narciarskie, zardzewiałe, zaniedbane, wywołują poczucie pewnego surrealizmu.

Na Vysoką holę docieramy niebawem.

Przy siedemnastowiecznym słupku granicznym rozdzielającym dawniej majątki: bruntalskiego zakonu krzyżackiego, velkolosińskie i janovickie, SudetoJones zarządził krótką przerwę na małą przekąskę, wymianę wycieczkowych spostrzeżeń i rozkoszowanie się widokami.

Na koniec, wedle tradycji, robię zdjęcie rodzinne i schodzimy na Ovčárną.

Stamtąd kierujemy się do Barborki — jednego z najmłodszych schronisk w Wysokim Jesioniku, gdzie zostaje zarządzona przerwa obiadowa.  Budynek powstał w latach 40. XX wieku i pełnił rolę szpitala polowego dla niemieckich oficerów i dopiero po wojnie zaczęło funkcjonować schronisko, a w 1948 roku założono tu Jesenickie Górskie Pogotowie Ratunkowe.

Do osiągnięcia wierzchołka brakuje nam tylko ostatniego, mozolnego, podejścia asfaltową drogą. Na szczęście, tym razem, wśród żartów i całkiem niezłych widoków, odcinek ten się nie dłuży.
Na szczycie zostaje zarządzona przerwa, by chętni mogli wjechać windą na platformę widokową. Na końcu tradycyjnie, zdjęcie grupowe i trzeba zacząć zejście, gdyż czas płynie nieubłaganie, a cierpliwość Pradziada, czeskiego Ducha Gór, nie jest wieczna…

Mimo, że kopuła Pradziada objęta jest rezerwatem, nie możemy się oprzeć i podchodzimy do starego kamienia granicznego, wyznaczającego zbieg granic biskupstwa nyskiego, bruntalskiego zakonu krzyżackiego i państwa velkolosinskiego.

Droga powrotna do Barborki mija niepostrzeżenie. Zaczyna się też bardzo atrakcyjna część wędrówki — czyli zejście do Karlovej Studanki doliną Białej Opawy. Trasa ta jest uważana za jedną z najpiękniejszych w Wysokim Jesioniku, a nawet w całych Sudetach.
 W górnej części ścieżka wiedzie lasem, w którym kryje się wiele urokliwych miejsc.

Już tutaj widać zniszczone, połamane drzewa będące wynikiem potężnej wichury w 2004 roku. Jednakże nie ujmują one piękna temu miejscu. Według mnie wręcz przeciwnie — sprawiają, że las wydaje się ciekawszy.

W dalszej części doliny szlaki niebieski i żółty się rozdzielają, my wybieramy ten ostatni, bardzo malowniczy wśród wodospadów i kaskad.

Ze względu na ukształtowanie terenu, trasę wędrówki ułatwiono licznymi, drewnianymi mostkami.

O ile dla wielu osób szum wody jest odprężający, mnie osobiście męczy, ale widoki są wspaniałe.

Cała ekipa sprawnie pokonuje mokre drewniane stopnie i skalne załomy. W takim miejscu całkiem przyjemnie być osobą zabezpieczającą tyły, gdyż daje to możliwość dłuższego rozkoszowania się pięknem dzikiej, ale jednak ucywilizowanej natury, no i można robić zdjęcia!

Po pokonaniu 5 km i prawie 500 m różnicy poziomów dochodzimy do asfaltowej drogi, którą schodzimy do Karlovej Studanki, skąd odbiera nas autokar.

Po obiadokolacji następuje tradycyjne śpiewogranie, na którym do końca pozostaje nieliczna ekipa.

Przed północą udajemy się do łóżek, bo przecież następnego dnia czeka nas drugi dzień wędrówki.

Obrazek charakteryzujący blog Agatowy Dziennik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *