Błędne Skały — skalny błędnik Gór Stołowych

Błędne Skały
W skalnym labiryncie
fot. Agata Kubiak

W dawnych, przedchrześcijańskich czasach, na zalesionym płaskowyżu Skalniaka zbierali się okoliczni mieszkańcy  wraz z żercami, by uczcić swoich bogów. Pewnego razu na obrządek ten trafił Duch Gór. Zaciekawiony został w cieniu drzew, uważnie przyglądając się zbiorowisku.  Ponieważ podobało mu się to, co widzi, zapragnął cząstki czci dla siebie. Przecież władał potężnymi żywiołami. Wyłonił się więc ze swej kryjówki. Zebrani jednak nie byli zadowoleni — przekazali mu, że nie jest dla nich nawet bóstwem. Karkonosza ogarnęła ogromna złość. Niebo momentalnie pokryły granatowe chmury, przecinane błyskiem potężnych błyskawic. Rzucał wszystkim, co miał na podorędziu — potężnymi głazami i drzewami, tupiąc nogami. Tupot ten był tak potężny, że wywołał trzęsienie ziemi.  Tak powstał labirynt Błędnych Skał.

Od jakiegoś czasu słyszałam dyskretne napominania od Kasi, niby to przypadkiem, że jeszcze nigdy nie była w Błędnych Skałach. Zawsze znajdowałam jakiś pretekst do odmowy. Dlaczego? W moim przypadku to proste — Błędne Skały i Szczeliniec kojarzą mi się z pracą w tzw. „turystyce”: byłam tam tryliard razy, zawsze z jakąś grupą, najczęściej wycieczką szkolną i absolutnie nie odczuwałam chęci, by odwiedzić to miejsce ponownie. Jednak słysząc po raz tysięczny „Wszyscy byli na Błędnych Skałach, a ja nie!”, postanowiłam się ugiąć i nie być samolubem. Spakowałyśmy plecaki, Romana, zarezerwowałyśmy przez internet bilety do labiryntu i udaliśmy się w Góry Stołowe. Gwoli przypomnienia — jedyne w Polsce pasmo o budowie płytowej, zbudowane ze skał piaskowcowych. Ze względu na ochronę przyrody nieożywionej w 1993 r.  utworzono w nich Park Narodowy Gór Stołowych.

W rejonie labiryntu skalnego spodziewałam się tłumów i ogólnego rozgardiaszu, więc by jak najdłużej cieszyć się spokojem, postanowiłam wejść na zachodnią część stoliwa Skalniaka (tam znajduje się labirynt) od strony czeskiej. Zależało mi na krótkiej wycieczce — po południu byłam umówiona na oddanie albumu klientce.
Planowana trasa wyglądała tak: Machov – Pod Hurkou – Vyhlidka u Jeřábu – Pod Bukowinou – Błędne Skały – Pod Cvičnou Skálou  – Machovská Lhota – Machov. Do przejścia mieliśmy 10 km, doliczając czas na zrobienie zdjęć, powinno nam to zająć ok. 4 godzin. Tak przedstawiała się teoria. Życie, oczywiście, napisało swój scenariusz.

Auto parkujemy na bezpłatnym parkingu powyżej ryneczku, tuż przy drodze, którą będziemy podchodzić i ruszamy na wycieczkę. Szybko dochodzimy do przydrożnego krzyża, który oczywiście fotografuję. Z tego miejsca widać skocznię narciarską, która latem wydaje się zaniedbana i opuszczona.

Machov
Przydrożny krzyż na peryferiach Machova
fot. Agata Kubiak

Wędrujemy trochę lasem, trochę łąką. Ta ostatnia bardzo mi się spodobała — soczysta zieleń, unoszący się dookoła zapach rozgrzanej słońcem trawy, jeszcze nie spalonej i widoki: przed nami z lewej strony stoliwo Skalniaka, który w niektórych środowiskach jest uznawany za najwyższy szczyt Gór Stołowych. Z prawej strony i za plecami natomiast rozpościera się  panorama od Karkonoszy ze Śnieżką po Góry Kamienne.

Błędne Skały
Roman i Kasia na tle Skalniaka
fot. Agata Kubiak
Machov
Turyści na szlaku
fot. Agata Kubiak

Zadowoleni docieramy do punktu widokowego Vyhlídka U Jeřábu.

Vyhlidka u Jeřábu
Vyhlidka u Jeřábu, Roman rozpracowuje panoramę
fot. Agata Kubiak

Moje zainteresowanie wzbudziło  pojedyncze rachityczne drzewko, jedyne na rozległych błoniach. Z tabliczki dowiedziałam się, że jest to lipa, posadzona 25 października 2018 r., w ramach uczczenia setnej rocznicy utworzenia Republiki Czechosłowackiej.

Vyhlidka u Jeřábu
Vyhlidka u Jeřábu, Lipa Nowego Stulecia
fot. Agata Kubiak

Parking górny pod Błędnymi Skałami na pierwszy rzut oka nie przytłaczał — tylko dwa autokary i trochę aut osobowych. Niestety, wrażenie to szybko okazało się tylko ułudą względnego spokoju. Już przy kasie grupuje się spory ogonek i zauważamy oznaki chaosu — część osób usiłuje dopchać się do pana sprawdzającego bilety w formie elektronicznej, a inni oblegają kasę, głośno dopytując o możliwość kupna biletów na miejscu, bez rezerwacji — tak jak kiedyś. Słyszymy też dyskusje dotyczące obowiązku wcześniejszej rezerwacji wejściówek. Wpisując się w psychologię tłumu zaczynamy temat analizować. Niezbyt rozumiemy ten system — teoretycznie w czasie godziny zegarowej do labiryntu może wejść 400 osób. Okazuje się, że to tylko teoria. Nieważna jest bowiem godzina rezerwacji tylko fakt zakupu biletów. Efekt: kiedyś stałam w długiej kolejce ze względu na tłok i zatory, dziś jest dokładnie tak samo. Pewne jest jedno: mając zarezerwowany bilet, posiadamy gwarancję wejścia do labiryntu.

Spacer przez Błędne Skały rozpoczynamy od punktu widokowego na Skalnych Czaszach. 

Błędne Skały
Katarzyna i Roman na tle skały Siodło
fot. Agata Kubiak

Czas przejścia skalnego błędnika to mniej więcej 30-45 minut. Zajmuje on obszar prostokąta o wymiarach 150×500 m i został stworzony w sposób naturalny, wskutek działania sił natury. Piaskowiec jest skałą bardzo plastyczną i stosunkowo łatwo poddaje się działaniu temperatury, wody i wiatru. Na przestrzeni milionów lat nastąpiło spękanie piaskowcowej ławicy i powstały szczeliny mające od kilku do  kilkudziesięciu metrów. Dziś sprawiają one frajdę milionom turystów. Charakterystycznym elementem zarówno labiryntu jak i całych Gór Stołowych są formy skalne nazywane skalnymi grzybami — mają cienką podstawę czyli nóżkę i naturalny szeroki kapelusz.  Procesy wietrzenia i erozji sprawiły również, że skały przybrały najróżniejsze kształty, co pozostawia ogromne pole dla wyobraźni. Część z nich nazwano i tak w błędniku podziwiać można: Siodło, Kurzą Stopkę, Okręt czy Dwunożnego Grzyba.

Błędne Skały
Katarzyna przy skale Okręt
fot. Agata Kubiak

W przeszłości, ze względu na trudną dostępność Skalniaka (ówczesną) i brak turystyki rekreacyjnej labirynt nosił nazwę Wilczych bądź Dzikich Dołów, co miało łączyć się z opowieściami o znalezionych tam kościach ludzkich i zwierzęcych, między innymi wilczych.

Błędne Skały
Labirynt Błędne Skały
fot. Agata Kubiak

Wolno posuwamy się drewnianymi kładkami  w długim ogonku ludzkim, przypominającym tradycyjnego weselnego węża. Czasem następuje zator i rozlegają się krzyki: „Szybciej tam! To nie jest plan zdjęciowy!” Atmosfera ta powoduje, że fotografowanie ograniczam do minimum i absolutnie nie wychylam się ze swojego miejsca w szeregu.

Błędne Skały

fot. Agata Kubiak
Błędne Skały
Kasia w Błędnych Skałach
fot. Agata Kubiak

Jednocześnie, zniesmaczona, obiecuję sobie wrócić do labiryntu 1 listopada — może wtedy uda mi się spokojnie sfotografować, to, co chcę. Mam też nadzieję, że trafię na lubianą przeze mnie mgłę.
Na końcu trasy, przed „deskostradą”  ludzi jak mrówków (w tej sytuacji pozwolę sobie użyć tego kolokwializmu, bo idealnie oddaje rzeczywistość). Nie zatrzymując się uciekamy dalej, a pamiątkowe zdjęcie robię Katarzynie i Romkowi dopiero za drewnianą bramą.

Błędne Skały
Za bramą labiryntu
fot. Agata Kubiak

Rozpoczyna się ostatni, zejściowy, etap wycieczki.  Jest przyjemnie, nawet Szczeliniec, który wyłania nam się zza drzew wygląda przyjemnie. Przy skrzyżowaniu z Zieloną Drogą moją buzię rozjaśnia uśmiech — na skale przy szlaku widnieje drogowskaz wskazujący kierunek do Błędnych Skał, zdaje się, że z XIX w. Tego typu atrakcje sprawiają, że Góry Stołowe bardziej  mi się podobają.

Błędne Skały
Do Dzikich Dołów, czyli współcześnie Do Błędnych Skał
fot. Agata Kubiak

Ponieważ pogoda nas nie rozpieszcza — jest gorąco i duszno, w powietrzu czuć nadchodzący deszcz, a może nawet burzę, poza tym w jakiś tajemniczy sposób uciekł nam czas, a w pamięci mam jeszcze czekające mnie spotkanie służbowe, podejmujemy decyzję o skróceniu trasy — schodzimy więc szlakiem niebieskim, prosto do samochodu. Przed deszczem jednak nie uciekliśmy, za odboczką do Studanki pod Borem, zaczyna lać. Kurtek nie wyjmujemy, cieszymy się z chwilowego wytchnienia od upału.

Obrazek charakteryzujący blog Agatowy Dziennik

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.