Suchoń, Pasterskie Skały, Słupiec

Dokąd Stopy Poprowadzą
Suchoń...
W świecie zimowych baśni… Masyw Snieżnika, na horyzoncie stok Czarnej Góry
fot. Agata Kubiak

Zaproszenie na grudniową wycieczkę Dokąd Stopy Poprowadzą brzmiało zachęcająco. Plan obejmował zdobycie Suchonia — najwyższego wzniesienia Krowiarek, należących do mezoregionu Masyw Śnieżnika, wizytę na Pasterskich Skałach (mezoregion Rów Górnej Nysy), przejście przez Góry Żelazne oraz wejście na Słupiec. Wycieczkę miał kończyć obiad ze śpiewograniem w Złotym Pstrągu w Boguszynie. Zapowiadało się wspaniale, może oprócz pogody, która bardziej przypominała jesienną pluchę, aniżeli białą zimę. Prawdą jednak jest stare powiedzenie „Uważaj czego sobie życzysz”, o czym niebawem miałam sobie przypomnieć.

Z Wrocławia wyjechaliśmy bez opóźnienia, aczkolwiek warunki drogowe nam nie sprzyjały. My z Kasią i Romanem zostaliśmy zaskoczeni, zupełnie jak drogowcy, w rejonie Rawicza. Śnieżyca i lód na asfalcie mocno nas spowolnił, ale na szczęście udało się zdążyć przed odjazdem autokaru.

W Ząbkowicach Śląskich SudetoJones zarządził tradycyjną półgodzinną „sikpauzę” i ruszyliśmy  dalej.
Ziemia Kłodzka przywitała nas białą, mroźną szatą. Droga nr 392 prowadząca do Idzikowa i dalej na przełęcz Puchaczówka stanowiła nie lada wyzwanie.

Biała Woda

fot. Agata Kubiak

Sama w sobie kręta i wąska, była pokryta warstewką lodu i przyprószona śniegiem. Dodatkowo, przed nami jechała piaskarka z zawrotną prędkością ok. 20 km/h. Jej działania wywołały wśród części pasażerów gorącą dyskusję, a nawet małe śledztwo: „Sypie, czy nie sypie? A jeśli sypie, to czym?” Zagadka rozwiązała się sama, kiedy piaskarka, za Idzikowem, zaczęła rzucać piaskiem. Dyskutujące grono skomentowało ten fakt: „O, teraz sypie!”

Pierwszy etap wędrówki, zdobycie Suchonia, zaczynamy przy Kaplicy św. Anny, administracyjnie przynależącej do miejscowości  Biała Woda.

Krowiarki
Gotowi do drogi! Krowiarki
fot. Agata Kubiak
Kaplica św. Anny, Biała Woda
Kaplica św. Anny, Biała Woda
fot. Agata Kubiak

Początkowo idziemy szlakiem żółtym prowadzącym wygodną leśną drogą. Po pokonaniu pierwszego zakrętu wychodzimy na łąkę i… przenosimy się w zupełnie inny świat. Zostawiamy za sobą szarość i śniegowe błota, a wchodzimy w zimową krainę baśni. Ciemne zachmurzone niebo, chwilowe prześwity ciepłego światła, a dookoła nieskażona biel. Jest przepięknie. Wszyscy fotografujemy bez opamiętania, zachwycając się pięknem zimowej przyrody.

Krowiarki
Zimowy poranek, Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Największą ekscytację wzbudzają wyglądające niesamowicie drzewa. Czerń pni i konarów przebijająca przez zimną, migoczącą koronę lodowych kryształów.

Krowiarki
Zimą świat wygląda inaczej… Krowiarki
fot. Agata Kubiak
Krowiarki
Zima jest piękna! Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Mimo, że często bywam zimową porą w górach, za każdym razem piękno surowego biało-czarnego krajobrazu mnie zachwyca. Tym razem nie tylko mnie. Efektem tych zachwytów i pstrykania cała ekipa rozciąga się na długości 800 m, a cenny czas zaczyna uciekać… Ale jak zniszczyć taką radość patrząc na zegarek i poganiając wędrujących?

Suchoń, Krowiarki
W drodze na Suchonia, Krowiarki
fot. Agata Kubiak
Suchoń
Widok na Suchoń, Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Idę więc na samym końcu i „zabezpieczam tyły”, żeby przypadkiem nikt się SudetoJonesowi nie zapodział. Towarzyszą mi Katarzyna z Romanem, który z kolei pilnuje, żebym ja się  nie zgubiła fotografując baśniową szatę przyrody.

Krowiarki
Gdzie one są?! Krowiarki
fot. Agata Kubiak

SudetoJones czeka na nas na skrzyżowaniu dróg, gdzie trzeba skręcić w lewo, by zdobyć wierzchołek Suchonia. Po kilku minutach wszyscy jesteśmy na górze, przy betonowym słupku z nazwą i wysokością szczytu.

Suchoń
Kulminacja Suchonia, Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Ku mojemu zaskoczeniu, większą popularnością aniżeli tabliczka, cieszy się kamienno-ziemna górka — wiele osób na nią wchodzi i pozuje do pamiątkowych zdjęć.

Suchoń
Na Suchoniu, Krowiarki
fot. Agata Kubiak
Suchoń
Drużyna zawsze z nami!!! Wierny kibic Marian na Suchoniu
fot. Agata Kubiak

Niegdyś, w 1885 roku, dzięki inicjatywie Glatzer Gebirgsverein (GGV) stanęła tutaj wieża widokowa, po której obecnie pozostały tylko pojedyncze kamienie.
Tradycyjnie robię zdjęcie grupowe i ruszamy.

Suchoń
Na Suchoniu, Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Schodzimy ze szczytu inną ścieżką i ponownie stajemy na śnieżnej polanie. SudetoJones informuje nas, że przy jednym z pięknych drzewek będzie robił fotkę grupową z widokiem na Suchoń i miło by było, gdybyśmy wszyscy się zebrali.

Krowiarki
Chodźmy zrobić zdjęcie przy tym okropnie brzydkim, zimowym drzewku! Pod Suchoniem, Krowiarki

Tymczasem na horyzoncie pojawia się piękny spektakl światła, który udaje mi się uchwycić.

Krowiarki
Trochę słońca i świat świat wygląda inaczej… Stoki Czarnej Góry, Masyw Śnieżnika
fot. Agata Kubiak

Zgodnie docieramy do wyznaczonego malowniczego drzewka. 

Krowiarki
W drodze ku magicznemu drzewku i zdjęciu grupowemu, Krowiarki
fot. Agata Kubiak

Radosław fota turystów na tle Suchonia, a ja z kolei scenkę rodzajową pt. „Fotografia grupowa w plenerze”.

Suchoń, Krowiarki
Proszę o uśmiech! Krowiarki
fot. Agata Kubiak
Suchoń, Krowiarki
Ekipa przy magicznym drzewku, w tle Suchoń
fot. Agata Kubiak

Pierwszy etap wędrówki kończymy przy kaplicy św. Anny, gdzie czeka na nas autokar. Kaplica wygląda na zamkniętą, ale okazuje się, że to tylko pozory i ku mojej radości, udaje się zajrzeć do środka. Wnętrze nie zachwyca, a ze względu na zaniedbanie, sprawia przygnębiające wrażenie.

Kaplica św. Anny, Biała Woda
Wnętrze kaplicy św. Anny, Biała Woda
fot. Agata Kubiak

Następnym etapem dnia jest spacer do Pasterskich Skał. Startujemy z Idzikowa i w bardzo miłej atmosferze dochodzimy do pierwszej i chyba najbardziej rozpoznawalnej formacji skalnej, kojarzonej z tym miejscem.

Pasterskie Skały
W drodze do Pasterskich Skał
fot. Agata Kubiak

SudetoJones, w swoim charakterystycznym, nieco żartobliwym stylu opowiada o geomorfologii regionu.  Nie zabrakło nawet szumu morza imitowanego przez opowiadającego.

Pasterskie Skały
Kiedyś tutaj było morze… Pasterskie Skały
fot. Agata Kubiak

Etymologia ludowa wywodzi nazwę ostańców od legendy opowiadającej o czterech braciach i ich psie, którzy dopuścili się profanacji chleba i za karę, wraz z psem, zostali przemienieni w skały.
W ujęciu racjonalnym, grupa skalna powstała w czasie orogenezy alpejskiej, która wypiętrzyła m. in. Masyw Śnieżnika. Wtedy to doszło do tzw. dyslokacji, w wyniku której powstał uskok  (stromy stok Suchonia). Skały metamorficzne, zalegające niżej, pękły, a skały osadowe znajdujące się na nich uległy wyniesieniu.  W ogromnym skrócie powstały ostańce znane dziś jako Pasterskie Skały. Zbudowane są z górnokredowych piaskowców oraz gruboziarnistych zlepieńców i usytuowane w kierunku północ – południe. Grupa obejmuje siedem skał i stanowi popularne miejsce wspinaczkowe. Od 2008 r. skały stanowią pomnik przyrody.

Pasterskie Skały
Pasterskie Skały
fot. Agata Kubiak
Pasterskie Skały
Pasterskie Skały
fot. Agata Kubiak

Po obejrzeniu i sfotografowaniu wszystkich, robimy zdjęcie grupowe i schodzimy do autokaru.

Przy Pasterskich Skałach
fot. Agata Kubiak

Czas, cenny jak złoto, jeśli nawet nie bardziej, znów „ucieka między palcami”. Wszystko przez ograniczenia tonażowe. Jednak duży autokar to nie mały bus, ale dzięki tej zamianie mogli pojechać wszyscy zainteresowani…

Trzeci etap wędrówki zaczynamy w Nowym Waliszowie. Naszym celem jest przejście przez Góry Żelazne, wywodzące swą nazwę od bogactwa surowców i tradycji kuźniczych, oraz zdobycie kulminacji Żeleźniaka, jak mawia SudetoJones, „szczytu do niczego” — do tej pory góra ta nie jest zaliczana do żadnej odznaki.

Z przepięknej aury zimowej pozostało tylko wspomnienie. Nadeszło bowiem popołudnie — szare,  mgliste i wilgotne. W warunki atmosferyczne idealnie wpisywała się droga, którą podążaliśmy. Rozjechana traktorami ściągającymi wycięte drzewa, błotnista, z głębokimi kałużami, w które od czasu do czasu, w sposób niezamierzony, wpadałam. Nastroje jednak dopisywały — w podgrupach dyskutowano na różne tematy. Na tyle stawki istotny był ten związany z grą polskich piłkarzy w niedawnym meczu Polska – Argentyna, który to rozbudził skrajne emocje. Kilometry mijały prawie niezauważenie.
Żeleźniak to szczyt o wysokości 591 m n.p.m., słabo widoczny w terenie. Na sam wierzchołek nie prowadzi żadna regularna ścieżka — część z nas z zaangażowaniem i zapałem przedarła się przez gałęzie, krzaki i błota, by stanąć idealnie na szczycie, podczas gdy druga część grzecznie czekała.

Żeleźniak
Zdobycie wierzchołka Żeleźniaka przez wytrwałych, Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak
Żeleźniak
Pod kulminacją Żeleźniaka, Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak

Zgraną ekipą kontynuowaliśmy wędrówkę w kierunku Romanowa i Słupca. Czekała nas jednak niespodzianka i to rozciągnięta w czasie i przestrzeni. Wędrując traktami nieznakowanymi, natknęliśmy się na tereny prywatne wydzielone ogrodzeniem „pod prądem”.

Góry Żelazne
Taka niespodzianka! Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak

Opcje były dwie: albo czołganie pod dolnym kablem, z nadzieją, że uda się go nie dotknąć, albo rozbrojenie ogrodzenia. Panowie sprawnie i szybko zadziałali, tworząc nam możliwość bezpiecznego przejścia.

Góry Żelazne
Nikt nie został porażony… Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak

Droga wśród pastwisk wydawała krótka i bezproblemowa, wśród łagodnych wzgórz z dominantą Słupca na horyzoncie.

Góry Żelazne
Nad Romanowem, Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak
Słupiec
W stronę Słupca… Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak

Kiedy już widać było asfaltową nitkę prowadzącą do centrum miejscowości, wyrosło przed nami następne ogrodzenie pod napięciem. Nie poddaliśmy się. Po nitce do kłębka — idąc wzdłuż przewodów dotarliśmy do miejsca, w którym Paweł z uśmiechem rozłączył obwód i można było wygodnie i bezpiecznie przejść.

Góry Żelazne
Można przejść! Góry Żelazne
fot. Agata Kubiak

Przy szosie w Romanowie część ekipy postanowiła nie wchodzić na Słupiec i poczekać na autokar. Postanowiłam również zostać i upewnić się, że autobus przyjedzie i nikt się nigdzie nie zagubi. Radosław, po niecałej godzince zszedł ze zdobywcami ostatniego, planowanego szczytu i ruszyliśmy ku obiadowi i śpiewograniu.
W Złotym Pstrągu zajęliśmy miejsca w dużej sali, a ponieważ czasu nie zostało nam zbyt wiele, SudetoJones od razu zabrał się do grania i śpiewania.

Złoty Pstrąg, Boguszyn
Śpiewogranie
fot. Agata Kubiak
Złoty Pstrąg, Boguszyn
Śpiewogranie
fot. Agata Kubiak

Zajadaliśmy pstrągi, dorsze i karpie przy, jakże znanych szlagierach takich jak: Córka rybaka, czy Gdzie ta keja. Dalej nastąpił już repertuar złożony z tradycyjnych piosenek turystycznych, a przy stole pod ścianą Paweł z Tomkiem stemplowali książeczki i potwierdzali trasę zainteresowanym.

Złoty Pstrąg, Boguszyn
Zajęcia w podgrupach podczas śpiewogrania
fot. Agata Kubiak
zloty pstrąg, boguszyn
Gdzie my to dziś byliśmy?
fot. Agata Kubiak

W całym tym ferworze zatęskniłam za atmosferą starych wyjazdów: ciepłe, klimatyczne schroniska, dźwięk akustycznej gitary i wspólne śpiewanie, może nie zawsze technicznie poprawne, ale dające radość.

Warunki na drodze bardzo się poprawiły od poranka, na dodatek ruch był znikomy, więc do Wrocławia dotarliśmy szybko i bezpiecznie.

Obrazek charakteryzujący blog Agatowy Dziennik

Komentarze

  1. Maria Brawata says:

    Agata piękne zdjęcia !
    Ile ty posiadasz talentów?!
    Wszystkiego dobrego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, zdrowia, miłości, pogody ducha- wszystkim turystom – oraz wielu, wielu wypraw w Nowym Roku 2023.

    Odpowiedz
    1. Agata says:

      Bardzo dziękuję za piękne słowa. Życzę wszystkiego dobrego i szczęśliwego Nowego Roku. Do zobaczenia niebawem.

      Odpowiedz
  2. Paweł Pohl says:

    Dziękuję za relację z tej wycieczki. Za poprzednie relacje również dziękuję. Bez wątpienia ta ostatnia wycieczka była wyjątkowa. W chronologii nr 10 i koniec sezonu cyklu DSP w 2022 roku. Dla mnie wyjątkowość tego ostatniego spotkania z DSP to przede wszystkim przedsmak zimy, bezdroża i “elektryczne przygody”. Dziękuję za życzenia świąteczno-noworoczne. Ze swojej strony pragnę również przekazać dobre słowo.

    Niech siły i zdrowie wszystkim (organizatorom, uczestnikom i sympatykom DSP) dopisują każdego dnia, niech na naszych wędrówkach pojawiają się ludzie z dobrym słowem i intencjami. Wtedy spokój i radość nie będzie nas opuszczać na szlaku i poza nim. A marzenia będą tylko kwestią naszego zapału i pracy.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystko

    Odpowiedz
    1. Agata says:

      Takie słowa mocno motywują! Dziękuję i życzę wielu wędrówek oraz spotkań z dobrymi ludźmi:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *