Velký Vapenný, Grabštejn

Dokąd Stopy Poprowadzą
Velký Vapenný
Widok na Ještědsko-kozákovský hřbet, w środku Velký Vapenný
fot. Agata Kubiak

Wycieczka na Velký Vapenný i do zamku Grabštejn, zaplanowana przez SudetoJonesa, wzbudziła moje zainteresowanie: w jednym dniu Ještědsko-kozákovský hřbet, Góry Łużyckie, Bílé kameny (element sentymentalny, przypominający o starych wycieczkach z Radkiem) i zamek — wspaniała budowla z  renesansową kaplicą św. Barbary. Kasia, mimo wątpliwości związanych z dojazdem — najpierw dwie godziny w aucie, cztery w autokarze, cały dzień w terenie i znowu cztery godziny w autobusie, dała się namówić i pojechałyśmy.

Wyjazd zaczął się z opóźnieniem w ramach kwadransa akademickiego, wywołanego niestety naszym spóźnieniem.
Tradycyjnie, w rejonie granicy zatrzymaliśmy się na „sikpauzę” i kawę. Orzeźwiający poranny chłód, kolejka w toalecie, zastrzyk kofeiny oraz czyste i ciepłe światło poranka ożywiły nas i przegoniły resztki snu.
Dalszą drogę obserwowałam z zaciekawieniem, gdyż dawno już nie byłam w rejonie Worka Turoszowskiego. Widok kopalni „Turów” i dymiących kominów elektrowni na tle zielonych wzgórz do dziś robi na mnie ogromne wrażenie. Stanowi przenośnię rozwoju i rosnących potrzeb człowieka oraz ingerencji gatunku ludzkiego w otaczającą go przyrodę. Przykre i zastanawiające…
Na szczęście, ciężkie rozważania w sobotni, pogodny ranek, przerwał SudetoJones opowieścią o czekających nas atrakcjach, przeganiając mroczne myśli.

Jítrava to niewielka wieś, leżąca u podnóża Wzgórza Kościelnego. To właśnie w niej zaczyna się nasza wędrówka, której celem było zdobycie wierzchołka Velkiego Vapennego. Ostatnie przygotowania i sprawdzenie sprzętu — wiązanie butów, regulacja plecaków, kontrola, czy wszystko, co potrzebne, zabrane z autokaru i w drogę!

Jitrava
Ostatnie przygotowania przed wyruszeniem w trasę, Jítrava
fot. Agata Kubiak

Wszyscy raźno ruszają w kierunku widocznego szczytu, natomiast my z Kasią w stronę przeciwną, do centrum Jítravy. Dlaczego tak? Podczas przejazdu autokarem zafascynował mnie kościół, wyglądający na nieużywany, a także mural na przydrożnym budynku.  

Jitrawa
Scena z życia piekarni, Jítrava
fot. Agata Kubiak

Do kościoła nie dotarłyśmy — był on nieco dalej niż myślałyśmy, a czas, niestety, uciekał nieubłaganie. Udało się natomiast sfotografować stary kamienny pomnik zwieńczony miniaturowym krucyfiksem.

Jitrava
Przydrożny pomnik, Jítrava
fot. Agata Kubiak

Na Velkým Vapenným miałyśmy dołączyć do reszty ekipy, więc po sprawdzeniu mapy, wybraniu najkrótszej drogi, kierujemy się bezpośrednio w stronę szczytu. Rozproszyły nas jednak widoki na Góry Łużyckie, dumnie wystające na widnokręgu.

Góry Łużyckie
Widok na Góry Łużyckie, Jítrava
fot. Agata Kubiak

Chwilę później zainteresowała i rozbawiła tabliczka o niedokarmianiu koni na wypasie. 

Jitrava
Nie dokarmiajcie nas! Wyjdzie nam to na dobre, pastwisko we wsi Jítrava
fot. Agata Kubiak

Na końcu musiałyśmy pokonać drogę zatarasowaną połamanymi drzewami. Mimo tych drobnych niedogodności udaje nam się dotrzeć na polanę szczytową i dołączyć do grupy. Po przerwie śniadaniowej robimy zdjęcie grupowe.

Velký Vapenný
Na Velkým Vapenným
fot. Agata Kubiak

Kontynuujemy wędrówkę przebiegającą wzdłuż rzopików stanowiących część czeskiej linii umocnień przygranicznych, popularnie zwaną Czeską Linią Maginota, a SudetoJones umila ją historycznymi opowieściami.

Velký Vapenný
Řopík w pobliżu Velkiego Vapennego
fot. Agata Kubiak
Řopík w pobliżu wierzchołka Velkiego Vapennego
fot. Agata Kubiak
Velký Vapenný
Zasłuchani
fot. Agata Kubiak
Radosław Jan Tokarz
Radosław Jan Tokarz pseudonim SudetoJones
fot. Agata Kubiak

Nazwa Velký Vapenný dotyczy nie tylko szczytu, ale i rezerwatu przyrody powstałego w 1972 roku. Utworzono go w celu ochrony naturalnego lasu mieszanego, z jodłami, jaworami, klonami, a także zbiorowiskiem buków. Innym, ciekawym elementem rezerwatu są jaskinie ze zjawiskami krasowymi. Najciekawsza z nich to, położona w ścianie starego kamieniołomu, Západní jeskyně, której łączna długość korytarzy oceniana jest na 350 m. Niestety, leży ona poza szlakiem turystycznym, a wejście zagradzają stalowe kraty.

zapadni jeskyne
SudetoJones opowiada
fot. Agata Kubiak

Ciesząc się przyrodą i sympatyczną atmosferą docieramy do Havrana — grupy skał z piaskowca. Nazwa w języku polskim oznacza kruka, chociaż mi całość bardziej przypomina smoka.

elektrownia Turów
Widok na elektrownię Turów z Hawrana
fot. Agata Kubiak
Havran
Smok czy kruk? Skała Hawran
fot. Agata Kubiak

Wszyscy sięgają po aparaty i telefony, oddając się fotografowaniu. SudetoJones, lubujący się w skałkach piaskowcowych popada w stan euforii, nie zapominając jednak o uwiecznieniu ekipy na tle Havrana.

Havran
Zdjęcie grupowe na tle Hawrana
fot. Agata Kubiak

Formacja jest popularnym miejscem w kręgach wspinaczy, o czym możemy przekonać się osobiście.
Poświęcam chwilę na obserwację zmagań człowieka ze ścianą, zwracając uwagę na niesamowite okoliczności przyrody: ciepły odcień skały o ciekawej strukturze, soczystą zieleń drzew i zarośli, intensywny odcień skalnych mchów — przez moment odnoszę wrażenie, że przeniosłam się do kraju baśni.

Havran
Havran
fot. Agata Kubiak

Wychodząc z lasu stajemy na Przełęczy Jítravskiej, SudetoJones opowiada o przełęczy i przechodzącym na drugą stronę Sudetów lądolodzie, natomiast moją uwagę skupia stary, kamienny słupek graniczny.

Przełęcz Jitrawska
Kamienny słupek graniczny, Przełęcz Jítravska
fot. Agata Kubiak

Do Bílych kamenów wędrujemy skrajem pól i pastwisk, skąd roztaczają się piękne widoki. Powoli zmienia się też pogoda. Granatowe chmury, ciepła barwa promieni słonecznych i nasycone kolory sugerują, że nie unikniemy ulewy podczas wycieczki. Przed deszczem udaje się dojść do niezwykłej w kształcie grupy piaskowców, odpocząć, zrobić zdjęcia, a nawet przegryźć małe co nieco.

Bílé kameny
Bílé kameny zwane Słoniowymi Skałami
fot. Agata Kubiak

Bílé kameny to skupisko skał, których kształt przypomina stado odpoczywających słoni, stąd ich zwyczajowa nazwa — Słoniowe Skały. Wedle miejscowych opowieści mieszkały tam krasnoludki i miały swój skarbiec. Kiedy ludzie zaczęli z nimi walczyć, postanowiły odejść do odległych krain. Nie mogły jednak zabrać ze sobą wszystkich skarbów. Przekazały więc klucz na przechowanie młodej, niewinnej pasterce. Miała go dobrze pilnować w zamian za spokojne i dostatnie życie. Klucza do dziś nikt nie znalazł, a krasnoludki w rejonie Słoniowych Skał więcej się nie pojawiły.
My też ich nie widzieliśmy, ani nie znaleźliśmy kosztowności. Natomiast w dobrych nastrojach ruszyliśmy w stronę Horních i Vraních skál.
Po drodze nieco zmoczył nas deszcz, na szczęście krótki. Unoszący się zapach wilgotnego runa leśnego, czerwona jarzębina i grzyby przypomniały mi, że mimo kalendarzowego lata, nadchodzi jesień.

Velký Vapenný
Mieszkaniec lasu
fot. Agata Kubiak

Przybliżała się też godzina zamkowej rezerwacji. Trzeba więc było przyspieszyć, co, niestety, sprawiło, że na większość wspaniałych skalnych wież mogłam popatrzeć tylko z drogi.

Horní Skaly
Horní Skaly, Góry Łużyckie
fot. Agata Kubiak

Na szczęcie do zamku Grabštejn dojechaliśmy na czas. Ku powszechnemu zdziwieniu, okazało się, że do średniowiecznej warowni, z parkingu, zamiast w górę musimy kierować się w dół. Z reguły bywa odwrotnie. Tutaj też spodziewałam się podejścia — zamek bowiem znajduje się na wzniesieniu, z jednej strony zakończonym skalną ścianą. Kiedy powstał, najprawdopodobniej, w 2. poł. XIII w, stanowił potężną fortecę, składającą się z obecnego tzw. zamku górnego, którego dominantą był stołp, czyli wieża ostatecznej obrony. Po zmianie właściciela w XVI wieku został gruntownie przebudowany. Najważniejszym elementem tej zmiany, z dzisiejszego punktu widzenia, jest unikatowa kaplica św. Barbary, wypełniona renesansowymi dekoracjami ściennymi, a nazywana renesansowym klejnotem Czech.  Nie mogłam doczekać się jej widoku.

zamek Grabštejn
Kaplica św. Barbary, zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Zwiedzanie zatytułowano: „Grabštejn — unikat architektoniczny ”, więc poznajemy zamek od piwnic, w których znajdują się fragmenty średniowiecznych murów, okraszone lapidarium i pojedynczymi eksponatami, poprzez wspaniałą kaplicę, aż po platformę widokową na zamkowej wieży.

zamek Grabštejn
Wejście do zamkowych piwnic
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
W zamkowych piwnicach
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
W zamkowych piwnicach
fot. Agata Kubiak

Budowla przez lata była zaniedbywana, co, niestety, jest widoczne. Po przejściu zamku w latach 90. XX wieku w „ręce” Państwowego Dziedzictwa Narodowego, rozpoczęły się ogromne prace związane z renowacją zamczyska. Trwają do dziś —większość wewnętrznego dziedzińca zajmują rusztowania. Mnie osobiście kolor otynkowania i detali ścienno-okiennych przywodzi na myśl daleką Prowansję.

zamek Grabštejn
Zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Punktem kulminacyjnym oczywiście była kaplica. Klimat tego niezwykłego wnętrza wyczuwalny jest już w holu. Nad łukowym wejściem znajduje się balkon, kojarzący się z włoskimi rezydencjami.

zamek Grabštejn
Zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Po przekroczeniu progu dosłownie zamieram i potrzebuję chwili, by zacząć myśleć o kadrach, symbolice i kunszcie artysty, który tę kaplicę dekorował.

Z zapałem szukam malowidła przedstawiającego straszne diabły ciągnące grzesznicę za włosy. Podług opowieści okultysty Martina Stejskala, właśnie przez nie kaplicę nawiedzały złe duchy. Nie spojrzałam w miejsca oczywiste i w efekcie dopiero pan Marek wskazuje mi poszukiwaną scenę.  Znajduje się ona na suficie, jako element przedstawionego wyobrażenia sądu ostatecznego.

zamek Grabštejn
Sąd Ostateczny na sklepieniu kaplicy św. Barbary, zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
Fragment malowidła na sklepieniu kaplicy św. Barbary,
zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Patronkę kaplicy, św. Barbarę, przedstawia figurka znajdująca się w prezbiterium, a stanowiąca kopię figury pierwotnie się tam znajdującej.

zamek Grabštejn
Św. Barbara, kaplica św. Barbary, zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
Wnętrze kaplicy św. Barbary, zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Trafiamy też do sali, gdzie wyeksponowano figurę św. Barbary, tę oryginalną, z 1. połowy XV w. Jest niezwykła i bardzo różni się od następczyni, ale też od swego naturalnego wyglądu, sprzed renowacji. Brakuje jej rozbieżnego zeza, który dokumentują fotografie sprzed prac konserwatorskich. Układ gałek ocznych oryginału dziś raczej bawi, natomiast miał zapewne swoje uzasadnienie. Najprawdopodobniej św. Barbara jedno oko kierowała ku górze — ku sferze świętości, a drugim patrzyła na zgromadzonych, modlących się podopiecznych.

zamek Grabštejn
Sala z oryginalną figurą św. Barbary, zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
Figura św. Barbary, XV w., zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Ostatni element zamkowej przygody stanowi wejście na taras widokowy wieży. By go osiągnąć, trzeba pokonać mnóstwo wąskich i stromych stopni, na spiralnej klatce schodowej. Nie jest to proste, ale warto!

zamek Grabštejn
Wieża zamku Grabštejn
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
Schody prowadzące na platformę widokową,
zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

Z wieży rozpościera się wspaniała panorama obejmująca szczyt Ještědsko-kozákovskiego hřbetu, Góry Łużyckie, kominy elektrowni, a także fragmenty murów zamkowych, a wszystko to skąpane w promieniach popołudniowego słońca.

elektrownia Turów
Elektrownia Turów widziana z wieży zamkowej
fot. Agata Kubiak
Zamek Grabštejn
Widok z zamkowej wieży na Góry Łużyckie
fot. Agata Kubiak

Mimo krajobrazów największą atrakcją wieży okazał się dzwon — prawie każdy z nas ciągnął za sznur i rozlegało się głośne bicie. My również skorzystałyśmy z okazji, nie zapominając o pomyśleniu życzenia. Ciekawe, czy się spełnią?

zamek Grabštejn
Dzwon w wieży zamkowej
fot. Agata Kubiak

Do autokaru wracamy z Kasią alejką wzdłuż murów i baszt, oglądając zamek z dołu. Jesteśmy pod wrażeniem i zgodnie postawiamy, że niedługo do niego powrócimy, może nawet 1 października.

zamek Grabštejn
Zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak
zamek Grabštejn
Zamek Grabštejn
fot. Agata Kubiak

W drodze powrotnej zjedliśmy w Hrádku nad Nisou późny obiad, a dalszą część drogi spędziłyśmy przed wyświetlaczem telefonu, kibicując polskim siatkarzom. Wygrali, a my bezpiecznie dojechaliśmy do Wrocławia.

Obrazek charakteryzujący blog Agatowy Dziennik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.